24 Obserwuję
Marlena23

Marlena23

Milczenie owiec

Milczenie owiec - Thomas Harris Większość tego typu książek to dla mnie lektura jednorazowa - po cóż zagłębiać się w zagadkę mordów ponownie, skoro znamy rozwiązanie historii? Z "milczeniem owiec" jest jednak w moim przypadku inaczej. Znakomicie nakreślone sylwetki bohaterów - zwłaszcza niezapomniany dr Lecter - niebanalne dialogi, wartka akcja sprawiają, że do tej książki wracam. Świetnie napisane, niesamowicie klimatyczne. Polecam - nawet tym, którzy tę historię znają już z filmu.

Lubiewo

Lubiewo - Michał Witkowski Zacznę anegdotą: Lubiewo czytałam na studiach jako lekturę z antropologii kulturowej. Osób dużo, książek mało, trzeba było czytać szybko i przekazać dalej, dlatego zaczęłam lekturę wracając autobusem po zajęciach. Siedząca w autobusie obok mnie pani w średnim wieku po kilkukrotnym zajrzeniu mi w książkę przez ramię cmoknęła zniesmaczona i przesiadła się na inne miejsce - a nie doszłam nawet do "upiększających" książkę zdjęć penisów :) Jestem tolerancyjna, ale sama książka wydaje mi się zbyt wulgarna, wręcz pornograficzna, obliczona na tanią sensację. Wszystko w książce krąży wokół seksu. Zastanawiam się tylko, czy ten świat naprawdę tak wyglądał? A może Witkowski dokonał tu pewnej generalizacji i spłycenia, licząc na wzbudzenie większej kontrowersji? Stawiałabym jednak na to drugie.

Mała apokalipsa

Mała apokalipsa - Tadeusz Konwicki W "Małej Apokalipsie" czytelnik wybiera się razem z narratorem i jednocześnie głównym bohaterem książki w peregrynację po peerelowskiej Warszawie, by na koniec towarzyszyć mu w samospaleniu. Wzorem Dantego, przemierzamy wszystkie kręgi piekielne, nie ma w powieści bowiem przestrzeni bezpiecznej, w którą nie wdarłby się system totalitarny. Konwicki w swoim dziele opisuje Apokalipsę małą, ale dlatego straszliwszą, codzienną, poniżającą w swoim skarleniu. Brak już tu podziałów na dobrych i złych, opozycjoniści wcale nie różnią się wiele od komunistycznych dygnitarzy, nędza codziennego bytowania przechodzi w inny wymiar, staje się częścią zubożenia moralnego. Dla mnie, osoby urodzonej już w Ojczyźnie wolnej i niepodległej, utwór ten ma ogromne znaczenie. Znam historię, a mimo to nie miałam pojęcia o tym, jak wyglądała szara komunistyczna codzienność. Konwicki posługuje się tu niejednokrotnie krzywym zwierciadłem groteski, ironią nieco minimalizuje pesymistyczny wydźwięk, choć trzeba przyznać, wrażenie całkowitego rozkładu, rozpadu i nieuchronnie zbliżającego się końca towarzyszy całej lekturze. Czytałam wielokrotnie, zapewne jeszcze do niej wrócę.

Idealna dziewczyna

Idealna dziewczyna - Robert Lawrence Stine Mam do tej książki ogromny sentyment i mimo że od czasu zetknięcia się z nią minęło już co najmniej dziesięć lat, to pamiętam ją doskonale. To "Idealna dziewczyna" wprowadziła mnie w świat powieści z dreszczykiem. Ciekawe czy dziś, już jako dorosła, nadal czytałabym ją z wypiekami na twarzy - zapewne już nie, w końcu Stine adresował ją do młodego czytelnika, jednak nie zmienia to faktu, że w pewnym sensie ta książka ukształtowała moje gusta czytelnicze.

Emma i ja

Emma i ja - Elizabeth Flock Zwykle omijam książki z narratorem dziecięcym, ale dla tytułu "Emma i ja" zrobiłam wyjątek. Nie pożałowałam - naprawdę dobrze mi się czytało tę powieść, fabuła interesująca i wciągająca, zwłaszcza zakończenie zrobiło na mnie wrażenie, było niebanalne i zaskakujące. Powieść dotyka tematów często spotykanych w literaturze: wyalienowania, ciężkich traum, przemocy domowej. Opisanie ich jednak przez pryzmat spojrzenia dziecięcego sprawia, że powieść ta wyróżnia się z szeregu publikacji poruszających te same problemy, daje całkowicie nową perspektywę.

Eseje

Eseje - George Orwell Sięgnęłam po eseje Orwella w zasadzie z obowiązku - w związku z tematem mojej pracy licencjackiej - i muszę przyznać, że byłam mile zaskoczona. Jestem fanką twórczości prozatorskiej pisarza, ale po tej lekturze stwierdzam, że eseistą był Orwell jeszcze lepszym. Szerokie spojrzenie na świat, ówczesną politykę, kulturę, problemy społeczne, trafne oceny i spostrzeżenia połączone z lekkością pióra tworzą naprawdę ciekawą mieszankę.

Desperacja

Desperacja - Stephen King "Desperacja" trzyma w napięciu już od pierwszych stronic. Pradawne zło, które potrafi zawładnąć umysłami zarówno ludzi jak i zwierząt, budzi się w górniczym miasteczku Desperacja po latach uśpienia i zbiera krwawe żniwo. Ciekawe zwroty akcji, szybko rozwijająca się fabuła sprawiają, że pomimo słusznych rozmiarów powieści czyta się ją jednym tchem.

Czuły barbarzyńca

Czuły barbarzyńca - Bohumil Hrabal Hrabal w najlepszym wydaniu. Warto zapoznać się z tym dziełem nie tylko ze względu na awangardową postać Vladimira Boudnika (choć nieszablonowa biografia grafika byłaby już wystarczającym powodem!), ale także by zapoznać się z życiem praskich środowisk artystycznych. Książkę tę można czytać jako swoisty przewodnik po Pradze. Hrabal po mistrzowsku oddaje klimat miasta, niepowtarzalną atmosferę knajp odmalowuje słowem w taki sposób, że słychać wręcz brzęk kufli wypełnionych złocistym trunkiem. Warto przeczytać.

Biała Masajka

Biała Masajka - Corinne Hofmann Gdyby opowieść Corinne Hofmann była literacką fikcją, to uznałabym, że kreacja głównej bohaterki jest nieprawdopodobna, zbyt dużo w niej naiwności, wręcz infantylizmu. Ponieważ jednak historia jest prawdziwa, potraktować ją można jako swego rodzaju ostrzeżenie, zwrócenie uwagi na to, że zetknięcie się dwóch odmiennych światów nie zawsze jest proste, a miłość to czasem za mało, by pokonać dzielące nas różnice. Oddanie piękna Afryki,kolorytu kultury i obyczajowości Masajów sprawiło, że jednak nie uznaję czasu spędzonego na lekturze "Białej Masajki" za stracony.

Anna Karenina

Anna Karenina - Lew Tołstoj Jestem ogromną fanką wielkich narracji rosyjskich, więc "Anna Karenina" już na starcie miała u mnie wielkiego plusa - uwielbiam ten wspaniały epicki rozmach. Tołstoj brawurowo kreśli fascynującą historię kobiety rozdartej między namiętnościami a powinnościami. Tytułowa bohaterka w oczach swojego środowiska uchodzi za wręcz kryształową, jest idealną matką i żoną. Wszystko zmienia się, gdy w jej życiu pojawia się prawdziwe uczucie. Wyrzucona poza nawias społeczeństwa, nie znajduje pocieszenia nawet w ramionach kochanka; tylko ona doświadcza bowiem ostracyzmu - Wroński dalej korzysta z uciech dawnego życia. Anna ma tylko jego, jej miłość staje się więc coraz bardziej zaborcza, gorzka. Bohaterka z góry skazana jest na niepowodzenie, historia jej uczucia nie ma prawa skończyć się happy endem.

Gra Geralda

Gra Geralda - Stephen King Mimo całej mojej sympatii do twórczości pana Kinga "Grę Geralda" mogę określić co najwyżej jako przeciętną. Zgadzam się z powtarzającym się w innych opiniach zdaniem, że początek książki jest dość nieciekawy, później jest nieco lepiej, ale tak czy inaczej całość niezbyt mi się podobała.

Przeminęło z wiatrem

Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell Tłumaczenie Celiny Wieniewskiej trochę już trąci myszką (nieużywane już formy fleksyjne itp.), niemniej jednak czytało mi się bardzo dobrze. Oprócz silnie zarysowanego wątku romansowego "Przeminęło z wiatrem" ukazuje także szerokie tło społeczne, odmalowuje obyczaje epoki (bardzo interesujące przedstawienie Ku Klux Klanu, całkowicie inne od współczesnego wyobrażenia). Polecam także film z 1939, bo Clark Gable do roli Rhetta Butlera pasuje idealnie, a poza tym dziś takich filmów się już nie kręci i w kinach takich dzieł pewnie nie zobaczymy.

Kocia kołyska

Kocia kołyska - Kurt Vonnegut Przy czytaniu "Kociej kołyski" cały czas nasuwały mi się skojarzenia związane z mrożkowskim "Tangiem". Oba utwory powstały w latach 60 ubiegłego stulecia i oba pokazują świat "na opak", rzeczywistość odwróconych wartości. Tytuł "Kocia kołyska" jest bardzo znaczący - kocia kołyska to bowiem dziecięca zabawa ze sznurka - nie ma tu miejsca ani na prawdziwego kota, ani na kołyskę. Jest iluzja. Zabawa ta bez reszty pochłonęła fikcyjną postać naukowca, Felixa Hoenikkera, w dniu pierwszego użycia jego "dziecka" tj. bomby atomowej. Genialny naukowiec także w swoim laboratorium przechowywał szereg tanich zabawek. Jego dzieci natomiast "bawią się" po jego śmierci niebezpieczną technologią przez niego stworzoną: lodem-9. Nie ma w powieści wartości, która zdołałaby się obronić: nauka to niebezpieczeństwo, religia to kłamstwo, miłością Mony obdarzani są wszyscy po równo, prawa nikt tak naprawdę nie egzekwuje, polityczna władza nie jest realną siłą. Wszystko w "Kociej kołysce" jest nie takie jak być powinno; nawet apokalipsa przestaje być doświadczeniem strasznym, ponieważ ludziom, którzy pozostali przy życiu wiedzie się całkiem nieźle. "Kocia kołyska" pod płaszczykiem groteski i absurdu porusza ważne problemy współczesnego świata. Nie poruszyła mnie aż tak jak "Rzeźnia numer pięć", ale po raz kolejny mogłam stwierdzić, że Vonnegut to piekielnie inteligentny twórca.

Rzeźnia numer pięć

Rzeźnia numer pięć - Kurt Vonnegut Coraz mniej wśród nas osób, dla których wojna jest nie tylko abstrakcyjnym terminem oznaczającym konflikty, które rozgrywają się gdzieś daleko. Nas wojna nie dotyczy. Swoje wyobrażenie na jej temat budujemy podczas lekcji historii, podczas oglądania filmów o tematyce wojennej. Z całym zestawem poglądów zaczerpniętych z lektur, podręczników i ekranizacji przystąpiłam do czytania "Rzeźni numer pięć". I tu całkowite zaskoczenie, bo Vonnegut o wojnie pisze całkowicie inaczej. Brak patosu, wielkich, wzniosłych, patriotycznych ideałów. Nie ma tu miejsca dla bohaterów, na froncie walczą młodzi chłopcy, niemalże dzieci; jedyni dorośli, umięśnieni, "prawdziwi żołnierze" jakich spotkać można na kartach powieści to Anglicy, którzy jednak prawie całą wojnę spędzili w całkiem niezłych warunkach w obozie jenieckim. Śmierć jest wszędzie i jedynym możliwym jej skomentowaniem jest "zdarza się", bo i cóż lepszego można rzec? Vonnegut to facet szalenie inteligentny. Wie, że wojna jest wpisana w historię świata. I zawsze będzie. Mimo wszystko pokazuje, że w takich sytuacjach nie ma wygranych i przegranych, bo i żołnierze wojsk alianckich wyszli z tego konfliktu pokiereszowani, z szeregiem traum. Bardzo podobało mi się dołączenie perspektywy "kosmicznej" i arcyciekawe spojrzenie na Chrześcijaństwo, Stary Testament i Amerykanów. Nie przepadam za prozą wojenną sensu stricto, ale przez "wypadanie z czasu" środek ciężkości jest przesunięty nie na sam opis zniszczenia Drezna, a na próbę odnalezienia sensu przemijania, historii czy życia w ogóle. Dla osób, które lubią porozmyślać nad książką "Rzeźnia numer pięć" będzie pozycją idealną.

Podziemy krąg

Podziemy krąg - Chuck Palahniuk Mocna, męska, chaotyczna. Miejscami bardzo brutalna, pokazująca, że wystarczy tylko iskra, charyzmatyczny przewodnik, by niezadowolonych z zastanego porządku społecznego ludzi zamienić w armię gotowych na wszystko "kosmicznych małp". Książka jest z pewnością magnetyzująca, niemniej jednak cieszę się, że w tym przypadku najpierw obejrzałam film, bo łatwiej było mi odnaleźć się w czasami mocno zagmatwanych myślach bohatera. I to nic, że Marla z moich wyobrażeń miała przez to twarz Heleny Bonham Carter - bo ta pasowała do roli jak ulał. Wydaje mi się, że gdybym tylko miała chromosom Y, to ta książka byłaby dla mnie naprawdę ważna. A tak - jest tylko (i aż!) kolejną bardzo dobrą pozycją wrzuconą na półkę "Przeczytane".

Bomba. Alfabet polskiego szołbiznesu

Bomba. Alfabet polskiego szołbiznesu - Karolina Korwin-Piotrowska Mimo całej mojej sympatii do autorki muszę przyznać, że książka mnie rozczarowała. Miało być bezkompromisowo i po bandzie, gwiazdy miały z obawy przed "Bombą" po nocach nie spać, a tu... Nic szczególnego, większość historii znana z kolorowych pisemek, jeśli już ktoś jest krytykowany to raczej dość zachowawczo (może obawa przed pozwami?), częściej natknąć się można na jakieś dziwaczne hołdy składane gwiazdom , które autorka zna osobiście. Dla osób interesujących się show biznesem (a do takich chyba ta książka jest adresowana)raczej nic ciekawego tu nie ma. Poza tym już dziś, niewiele ponad rok po wydaniu, "Bomba" jest w wielu momentach mocno nieaktualna. Widać jednak, że w przeciwieństwie do wielu "dzieł" tzw. literatury celebryckiej, za tym dziełem nie stoi ghost writer - i to się chwali. Tak czy inaczej - w mojej opinii - nie warto.